Miejże hej

Czytaj od prawej strony, a zazwyczaj wydobędziesz, Drogi Czytelniku, tyle samo sensu. Skostniał ten świat, skostniały światy, bądź ty i ja, bądźmy bogaci.

Wpisy

  • wtorek, 14 maja 2013
    • Motyl zszarzały, usta zbielały

      Hineguldo!

      Bernardynie.

      Hineguldo, rośnie i wije!

      Bernardynie, Bernardynie.

      Hineguldo, roztacza swą aurę.

      Bernardynie, nie pokazuj, zaskocz mnie charme'm.

      Hinegul..dobrze, zaskoczę.

      Bernardynie, coś mnie w szyję łaskocze.

      Hineguldo, to motyl zszarzały, na Twojej krostce usiadł zbiedziały.

      Bernardynie, jednym ruchem.

      Hineguldo, jak rzekłaś, tak zrobię.

      Bernardynie, ja tobie, ty sobie.

      Hineguldo, pazłotku, jednym się nie dało.

      Bernardynie, odszedł, dziękuję, możesz przestać.

      Hineguldo, trzęsawko, drugi nadleciał.

      Bernardynie, mój strzelcu, usiąść nie zdążył.

      Hineguldo.

      W kantynie, w kantynie w Grudziądzu!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 maja 2013 23:40
    • Pociążek

      Poszły dwa sznapsy, poszły dwie wódki, pociąg mieliśmy, pociąg był krótki. 

      Skończyły się sznapsy, skończyły się wódki, rozpacz została, rozpacz i smutki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 maja 2013 23:33
    • oddaj złoty pięćdziesiąt, pożyczyłeś dwa

      idź

      oddaj pożyczkę

      idź

      spłać ich wszystkich

      idź

      na potępienie

      idź

      zmutuj swe cienie

      idź

      podpisywałeś

      idź

      znowu zaspałeś

      idź

      będzie ci lepiej

      idź

      jesteś człowiekiem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 maja 2013 23:29
    • Różowy lampart w kocich cętkach

      Państwo! Mili Państwo! Patrzcie się na mnie, na scenę, światła na mnie wskazują, to oczywiste, bo czy Państwo jesteście tu naprawdę drodzy, czy Państwo tu jesteście naprawdę ważni, czy to dla samych siebie Państwo tutaj przyszliście, puchto kruchto, czy Państwo jednak przyszliście dla mnie, przyszliście mnie zobaczyć w blasku świateł, które jednoznacznie wskazują Państwu na mnie, czy Państwo nie przyszliście tu po prostu dlatego, że jesteście mniej ważni, drodzy Państwo, od osoby, która występuje przed Wami w blasku świateł, czy nie przyszliście tu po prostu po to, by móc zapomnieć o sobie, o sąsiadach ze stolika obok, o córkach, synach, o matkach, które powoli już, i ojcach, którzy też już powoli, albo dawno już, albo dopiero co - ale już, czy Państwo naprawdę wiecie, po co przyszliście, czy czujecie się dziećmi społecznymi, ze społeczeństwa urodzonymi, którzy w społeczeństwie przebywać raczą i to za naturalne środowisko uważają, czy jednak Państwo nie społeczeństwa, lecz indywidualności, silnej osobowości, osoby o sobie dobrego mniemania i swojej wielkości przekonanej, tak naprawdę poszukujecie, czego świadectwo mam tutaj, przed i pod sobą, tutaj, gdy patrzę, tak, jak właśnie teraz to czynię, na Państwa?

       

      Drodzy Państwo, Mili Państwo, bujda, granda, łudzicie się w swoim uspołecznieniu, w swojej pracy radosnej, codziennej, a jakoś jednak monotonnej, czyż nie tak odczuwacie to pod koniec każdego tygodnia, czy nie macie w każdy piątek nadziei na odpoczynek od uporczywości dnia codziennego, życia codziennego, dnia każdego od poniedziałku do piątku przeżytego, z czego Państwo więcej przyjemności czerpiecie, co daje Wam poczucie, że dobrze czas spędzacie, uporczywość poniedziałkowo-piątkowa czy to, że tu przede mną ukorzyć się - bo czymże innym Wasze przyjście tutaj, Wasza tutaj obecność jest? - przyszliście, tak, przyszliście, już się nie cofniecie, nie widzę, by ktoś już tak zaczął czynić, siedzicie, patrzycie, niektórzy - pewnie nie słuchacie, bo głusi jesteście, niektórzy - może nawet nie widzicie, mimo świateł blasku na mnie skierowanego, bo ślepi jesteście, niektórzy może zarówno nie słyszycie i nie widzicie - a więc po co tu jesteście, czy też z tego przyjemność czerpiecie, czy po prostu stado, zimne, bezwględne, pędzące, szczerzące, galopem, pośpiechem, stado stado stado.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      wtorek, 14 maja 2013 20:06
  • piątek, 18 stycznia 2013
    • Widziałem kiedyś psa.

      Widziałem wcześniej psa. Mechaniczny teraz jest. Widziałem wcześniej psa, podbiegał do mnie, gdy chciał. Teraz przy otwieraniu drzwi podbiega mechaniczny pies.

      To był piękny pies. Karnacja? Blondynek. Blondynek z plamkami. Jedna na pyszczku, pomiędzy prawym, tym trochę mniejszym, okiem, a kącikiem ust, też z prawej strony. Druga plamka to była wyspa pośród morza kremowej sierści, czasami nastroszonej, czasami zmokłej, tak jak zmokłe powinno być morze, czasami za to w różne strony poskręcanej i pogniecionej, aż do kolejnego rozczesywania. Trzecia plamka, jak można się spodziewać, niedaleko lewej tylnej łapki, w sumie to trochę na łapce, trochę na brzuchu. Wszystkie plamki miały różne odcienie jednego koloru. Koloru bordowego.

      Widziałem kiedyś psa, to był piękny pies. Leżał, warczał, szalał, roztrącał; leżał, jadł, kładł się u stóp, przynosił na aport. Psa znała nieliczna ta moja okolica, tych ulic kilka i ledwie kilkanaście domków na osiedlu. Wychodziłem z nim na spacer, z małżonką, z córeczką, czasami jednak tylko my. Ja i pies. Blondyn i blondyn, tylko jeden z plamami na sierści, a drugi z łatami w zgięciu rękawa marynarki (taka moda). Szliśmy tak wtedy razem, spleceni łańcuchem; ja ciągnąłem psa, gdy wybierał niewłaściwie miejsce do zakopania resztki siebie, pies ciągnał mnie, czyli nadal blondyn blondyna, gdy gdzieś z przodu wyjrzała na ulicę jakaś suczka.

      Widziałem kiedyś psa, to był piękny pies, z którym szliśmy razem spleceni przez większość drogi smyczą automatyczną. Widziała kiedyś mojego psa, z którym często wychodziłem spleciony z nim przez większość drogi smyczą automatyczną, moja okolica, moi sąsiedzi, ciotka nawet jedna, mieszkająca trzy domostwa na zachód ode mnie. Pies czasami warczał, czasami charczał, czasami osowiale spodziewał się jakby nadejścia brzydkiej jesieni, innym razem nie przejmował się zupełnie śliską nawierzchnią chodnika i padającym rzęsiście śniegiem. Ja zazwyczaj się tym przejmowałem, ociągałem się wtedy z wyjściem, jednak to nie ja wtedy miałem głos decydujący.

      Widziałem kiedyś psa; on był więcej niż psem.

      Widziałem kiedyś psa; dzisiaj to mechaniczny pies. Przychodzę do domu, styrany po pracy, z głową pustą od pomysłów na to, co ze sobą robić, z torbą wypełnioną papierami - ponieważ nie wyrobiłem się w biurze. 
      Przychodzę do domu tak styrany, otwieram drzwi, wsuwając najpierw w zamek klucz, przekręcając go o dwa pełne obroty, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, następnie wyjmując tenże klucz z powrotem do 
      wewnętrznej kieszeni mojego szarego płaszcza, czyniąc to wszystko ruchami automatycznymi niemalże, jak wczoraj i przedwczoraj, jak rok i dwa lata temu. Po schowaniu klucza w wewnętrznej kieszeni mojego szarego płaszcza naciskam klamkę, używając siły, z którą przyciskałem kiedyś chleb podczas krojenia.

      Widziałem kiedyś psa, który nie był mechanicznym psem. Dzisiaj mam psa, który podbiega do mnie po naciśnięciu klamki i otwarciu drzwi, odzywa się wtedy swoim nagranym kiedyś w niego szczekaniem. Macha ogonem, zawsze tak samo, w lewo i w prawo, w lewo i w prawo, w lewo i w prawo...

      Widziałem kiedyś psa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      piątek, 18 stycznia 2013 00:17
  • czwartek, 02 sierpnia 2012
  • środa, 01 sierpnia 2012
    • Polska-Powstanie Walczy-Warszawskie

      Wielka bomba u nóg spada, kupa dymu, kuli triada.

      Dwie przecznice, jeden kanał, cztery naloty, deszcz też pada.

      Wicher dmie, metal świszczy, proch rozsypany, w magazynie pustki.

      Jedne kalosze, buty dwa styrane, strzępki koszuli, trzy ,,Maryśki" - Panie.

      Biec Biec Biec! Nie upadać! Upadniesz - naszą masz modlitwę, i swastykę nad sobą - gada.

       

      Wyboru to nie myśmy dokonali, wybrali za nas - a my co? Myśmy się starali.

      Styraliśmy się też nieźle, nieźle prześmierdliśmy, głód nas nie opuszczał, i strzelaniny w każdej chwili.

      Te rozbłyski w nocy, te ściany, które upadały. Jakby były tekturą, a myśmy pod nimi stali.

      Albośmy w nich się czasem ukrywali, gdy przez brak pomocy tylko kamieniami mogliśmy z procy...

       

      Znowu pada, wicher dmie, w ręku STEN-ka, naprzód więc.

      Spod gruzów grupą, ,,każdy asekuruje!", ,,żaden nie odpuszcza", ,,każdy atakuje!"

      Biegiem wzdłuż, za rogiem kuc, szybko w ugięciu, rzut oka w prawo i w lewo, wnet - każdy po szyję,

      ręce wysoko, STEN-ka ma być fest, to szczury, to trupy, a my dalej - biec! 

       

      Granatem, przeciwpancernym, w niemiecki wóz, na szczęście - trafiony, teraz serią - pięciu na raz i już!

      Jeden podsadza, dwóch wybiega, zgarnia, zbiera, pistolety nasze! - no i już do włazu, sukces, sukces, do następnego razu!

      Idziemy dalej, huk! przystajemy, czekamy chwilę, ale i tak niczego nie widzimy - zatem naprzód! kolejny właz w kolejnej chwili!

      Tak samo jak wcześniej, to już automat - podsadzanie, wybieganie, a za rogiem nieświadomi tego wrogowie.

       

      I tak nam schodzi czas w i na kanałach, kanałem życie, w kanale chwała,

      I tylko kobiety nasze, dziewczyny i żony, matki i babki - czekają pod bombami na swoje dziatki.

      Lecz brak tu szansy na szczęście w tej przedłużającej się chwili, która się ciągnie,  najgorszy zły omen,

      Nam tylko walczyć, czołgać się, walczyć, ratować, chronić co można, a potem - po nas?...

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      środa, 01 sierpnia 2012 20:21
    • Ń-elej

      Gdyż o ile, szyją szyję. Te nerwiki, te tętnice, trochę ciałka, skórki bladej, trochę włosków, troszkę bobu (w środku, do wypchania).

       

      Noga w nogę, ręka w rękę, produkują, gęba w gębę. Ciało w ciało, całych cali, wypychają, stoją w hali.

       

      Dwa modele, nie - już dziesięć, jeden kolor, trzy odcienie, biały jeleń, biały jeleń.

       

      Trzy poroża, w wersji lepszej, jedno poroże - na każdą kieszeń.

       

      Gwarancji pół roku, po dopłacie kolejne, bądźcie zadowoleni - wychodząc z jeleniem. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      środa, 01 sierpnia 2012 15:03
    • Udał.

      Udar,

      Udar,

      Nowotwór,

      Wóda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      środa, 01 sierpnia 2012 14:53
    • W strasznym zaduchu, w dziejowym ulu...

      Będąc w wielkiej poczekalni, zasypali go skargami. Zasypali go zdaniami, dali upust swoim żalom. Bo: od rana, bo już głowa, bo już boli, bo już choram. Gdyż: tyle godzin!?, co ich tu tyle?, nie mają domów?, a na dworze motyle. Albowiem: kulą w płot!, pięścią w oko!, kamieniem w szybę!, sztyletem w szyję.

      Zawżdy zatłoczone, zawżdy utracone, zawżdy kłopoty, zawsze spiekoty. Ciągle dochodzą, wciąż i znów się schodzą, każdy o tyle, o ile szpilka jest gruba, porusza się do przodu lub na boki się giba.

      Wciąż nie uświadczyli, marni plebejusze, nadal nie doznali, co ich rani – bólem. Krzyżnie, nożnie, ręcznie, brzusznie. Ocznie, usznie, płucno, szpetnie. Siedzą – gibią, gibią – siedzą, stoją – prosto, stoją – pochyłem. Kroczek naprzód! – wielka sztuka. Tamten udał, ta chce udać. Ważne sprawy, tudzież poród alboż wiara, czasem szkorbut, czasem pałasz.

      Myśli – szkaradne, myśli – żadne, myśli co piąty, myśli co druga, myśli zbiera, myśli chmura, nie łączą się ze sobą, chociaż może ten młodzian i ta róża chuda…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      środa, 01 sierpnia 2012 14:52
  • czwartek, 20 stycznia 2011
    • nie chciało mi się pisać więcej niż stronę. Odwieczny problem problem odwieczny.

      I pisać co pisać wszystko było było wszystko każda forma formą bliską. Bez wysiłku tak w godzinę niech odpłynę i przeleję swoją ślinę.

      Przelewanie śliny szkodzi i jest zakazane przez ministerstwo zdrowia. I polityki społecznej.

      :

      Ministerstwa różne mają lokalizacje, dlatego w mieście ciężko z komunikacją. Dlatego ustawy krążą w korkach stoją i na skrzyżowaniach mają wypadki. Na rondzie zawracają zawracają nie przestają kręcą się płyną jadą jadą rowerami w furgonetkach ciężarówkach opasłe tomiska tomy spięte kartki uporządkowane zarzuciło rozwalone rozpieprznięte. Daszyńskiego i Wiatraczna ONZ-u i de Gaulla.

      Wisła blisko Wisła woła! Do rzeki do rzeki niech nie staną się przedmiotem wyszydzania że nie zjeżdżają z ronda lub ze skrzyżowania. Do rzeki do rzeki nurt bystry i dno głęboko. Niech utoną niech się mają z równą gracją jak powstają.

      Oto bowiem głosowanie ja powstanę ty powstaniesz my powstaniemy. W górę ku mównicy, nie ustawa. My powstaniemy. Zdziwiony zdziwiona wcale nie a wcale. Rozgoryczony tak i to bardzo kazaliście mi wstać nie zaprzeczajcie wiedzieliście przeciwko mnie to zorganizowaliście. Wstałem już więc skoro to nie dopuszczę psy spuszczę fosę wykopię dno jak w Wiśle głębokie a nie dopuszczę a nie pozwolę! Miejcie się skurwysyny tak jak na to zasłużyliście byście później nie pochwalili się sukcesami a wyjeżdżajcie z a granicę z pomysłami. Pierwsze ważniejsze.

      Choć czytałem tabloida wstałem i zablokuję mównicę i nie dopuszczę i nie pozwolę! Stara ustawa świadczy o dorobku wieków, nowa by była niedostosowana zbyt dużo by zmieniła zbyt wiele uwolniła za dużo dokonała.

      Ała!

      Ałła rzekliby Tatarzy Mongołowie starzy starzy. Już nie rzekną bo umarli, a ustawa krąży w matni. Niech se krąży niech ją wywieje po co zmieniać świata dzieje. Mam swą kasę stanowisko ludzie podchodzą szanują dopóki twarzą w twarz jesteśmy. Tak mam plany i idee lecz czy państwo chcą je słyszeć? Czyście godne karły nie-reakcji do ustanowienia moich zwierzeń jako odwiecznych i jedynych racji?

      Nie jesteście, ja tak mniemam, dodam więc przecinki. Zacznę dodawać przecinki, cobyście nie myśleli, moi drodzy, moi mili, którzyście w klasztorze się nie narodzili, że to z lenistwa, braku chęci, że przecinek mnie nie kręci! Kręci i to bardzo, wszak w ustawach nimi nie gardzą. Kłótnie całe o przecinki; w odpowiednim miejscu, odpowiednim szykiem, takie same, a nie różne, tą samą czcionką, niewyróżnione, wyraźne, pewne i stanowcze, przecinki to nie ogłupiałe stado owcze. One nam pomogą, one nam pokażą, uwyraźnią przekaz i bacznie postawią swoją treścią swoim brzmieniem, będą one nam Istnieniem.

      Uprzecinkujmy świat, na sto lat, na sto lat!

      Przecinki otworzą naszym dziejom okres lepszy okres , przecinki doprowadzą nas do wszechwieczności.

      Przecinku przecinków przetnij swym przecinkiem przecinanym przecinkami przecinkami przecinanymi,  przetnij nieprzecinkowośc i przytaczaj przecinki przecinkowe.

      Noga!

      Nogę!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 stycznia 2011 23:44
  • piątek, 07 stycznia 2011
    • Pół metra do mety.

      Już nie wiadomo co myśleć, już nie wiadomo co robić.
      Mówi się..mówi się. Chce się mówić,
      że nie to nic, dam sobie radę, przecież przetrwam
      i przeżyję.
      Patrzy się na zdjęcia i wtedy się uśmiecha się,
      lecz gdy przychodzi stanąć pół metra od siebie,
      wiedząc, że bliżej już nie można..
      wtedy się smutek pojawia się w oczach
      że te pół metra, pięćdziesiąt centymetrów,
      jeden krok.
      Przekrocz Ty - myślę do Niej.
      Chciałbym ja - myślę do siebie.
      A pół metra stoi.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      piątek, 07 stycznia 2011 20:38
  • czwartek, 30 grudnia 2010
    • Przemiany społeczne w PRL-u

      PRL. Okres, który skończył się w 1989, a oficjalnie  zaistniał (został nazwany) na mocy konstytucji z 22 lipca 1952 roku. Okres,  o istnieniu którego możemy mówić jednakże już od 22 lipca 1944 roku, gdy ogłoszono treść ,,Manifestu lipcowego”, na mocy którego utworzona została Krajowa Rada Narodowa – jako jedyne legalne źródło władzy (przy przewrotnej argumentacji, iż ,,Emigracyjny <> w Londynie i jego delegatura w Kraju jest władzą samozwańczą, władzą nielegalną”) oraz  powołane przez KRN ciało wykonawcze, tj. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego z przewodniczącym Edwardem Osóbką-Morawskim, którego członkowie (wraz  z przewodniczącym oczywiście) osobiście wybrani zostali przez Józefa Stalina, co miało gwarantować przejęcie władzy w Polsce i zjednoczenie Narodu Polskiego pod władzą wyżej wymienionych i pod ,,patronatem” wyżej wymienionego. Ustrój, który został Polsce narzucony. Na który mocarstwa zachodnie zezwoliły podczas konferencji w Jałcie, która miała miejsce od 4 do 11 lutego 1945 roku, której jednym z postanowień był podział Europy na strefę wpływów rosyjskich (w tej strefie znalazła się Polska) i amerykańskich. Który ulegalizował  się (PKWN uznawany był bowiem jedynie przez ZSRR) poprzez powstanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej – którego powstanie zostało wyznaczone właśnie na wspomnianej już konferencji jałtańskiej, a który zaistniał – utworzony 28 czerwca 1945 roku - dzięki porozumieniu  zawartemu między KRN – enem a częścią polityków emigracyjnych, skupionych wokół Stanisława Mikołajczyka i Stronnictwa Ludowego (na mocy którego aż 17 na 21 tek przypadło komunistom bądź osobom od nich uzależnionym); poparcie TRJN-u przez rządy innych państw (jako pierwsze uczyniła to Francja; dla ścisłości: poparcia odmówiły Watykan i Hiszpania) wiązało się z anulowaniem uznawania rządu na uchodźstwie. Okres, który miał zaznaczyć się trwałym sojuszem z ZSRR. I zaznaczał się. I narzucał się. I istniał przez lwią część historii XX-wiecznej Polski (trwał albowiem 45 lat). Wciąż nam bliski, które zaznaczył się w pamięci wszystkich, którzy mieli kontakt z tym ustrojem. W którym przyszło żyć niektórym przez główną część swojego żywota. W którym niektórym przyszło nawet zginąć z rąk władzy ludowej, być szykanowanymi, więzionymi, a przede wszystkim – to dotykało większości społeczeństwa – ograniczanymi w korzystaniu z przyrodzonych wolności.

      Jak powiedział Władysław Gomułka podczas obrad nad utworzeniem Tymczasowego Rządu jedności Narodowej:

      ,,Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy [historia na szczęście pokazała, że nie spełniły się te mające być proroczymi słowa – przyp. Moje]. Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów.  Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi”.

      Jak więc mogło wyglądać życie w ustroju, który prowokował wśród jego ,,wyznawców” (można bowiem mówić  o fanatyzmie części członków aparatu władzy) takie wypowiedzi, takie deklaracje, którego założenia brzmiały tak, jak przedstawił to Gomułka – późniejszy I Sekretarz KC PZPR?

       

      Zacząć chciałbym od samego momentu wchodzenia w nową, powojenną – i, jak się okazało – komunistyczną rzeczywistość. Członkami Polskiej Partii Robotniczej – głównego ugrupowania komunistycznego -  było w 1944 roku 20 tysięcy Polaków, a rok później już 200-300 tysięcy. Wpływ miały na to po części: chęć zrobienia kariery, słabe rozeznanie polityczne robotników i chłopów – przeważających grup społecznych wśród członków – a także kłamliwie głoszone hasła patriotyczne i demokratyczne oraz kamuflowanie prawdziwych zamiarów i prawdziwego oblicza. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego oraz Wojewódzkie, Powiatowe i Miejskie Urzędy Bezpieczeństwa (tzw. Bezpieka, której podstawowym zadaniem była walka z rzeczywistym – bądź, jak często w praktyce się okazywał o – wyimaginowanymi wrogami nowych rządów; zwalczała także m.in. legalną opozycję demokratyczną i inwigilowała Kościół katolicki, często dopuszczając się nadużyć) oraz Milicja Obywatelska – to kolejne ważne czynniki, które przyczyniły się do budowy nowego ustroju. Po pierwsze – często do tych organów trafiali ludzie, którzy liczyli na szybki awans w strukturach nowego państwa, a więc oddani celowi. Po drugie – liczne akcje tych służb skutecznie ograniczały inicjatywę społeczeństwa przeciwko władzy ludowej, rozbudowany aparat terroru spełniał funkcję ,,utrzymania społeczeństwa w ryzach” wyznaczonych przez komunistów, co w okresie bezpośrednio po wojnie miało duże znaczenie. Dodatkowo zaostrzono niezwykle kodeks karny, do więzienia można było pójść za coś tak prozaicznego i wydawałoby się nie mogącego mieć żadnego znaczenia, jak posiadanie radioodbiornika. Mimo tego przez pewien okres po zakończeniu II wojny światowej znać o sobie dawała partyzantka, nazywana przez propagandę ,,obrzydliwymi karłami reakcji”.O tym, jak daleko mogą posunąć się komuniści w absurdalności oskarżeń i fałszowaniu historii i rzeczywistości, świadczy tzw. ,,Proces szesnastu”, na którym przywódców Polskiego Państwa Podziemnego oskarżono o kolaborację z Niemcami, manifestowanie czynne polskiego patriotyzmu czy działalność dywersyjną na tyłach Armii Czerwonej i skazano, uznając te oskarżenia za obciążające i prawdziwie, na kary więzienia. Mimo tego podziemie (szczególną rolę spełniał Ruch Oporu bez Wojny i Dywersji "Wolność i Niezawisłość", którego trzon stanowiły pozostałości rozwiązanej w 1945 roku Delegatury Rządu na Kraj, dość szybko jednak rozpracowany, zdekonspirowany i rozwiązany) oraz opozycja antykomunistyczna istniały.

      W społeczeństwie zarysował się podział na warstwy, które teraz zamierzam wymienić, zaczynając od grup stojących najwyżej w hierarchii.

      1. Nomenklatura partyjna – sekretarze KC, dyrektorzy wielkich zakładów, wyżsi oficerowie wojska i policji, zajmujące stanowiska z mianowania partyjnego, cieszące się wysokim statusem materialnym dzięki wielu przywilejom niedostępnym dla reszty społeczeństwa, jak np. specjalne, dobrze zaopatrzone sklepy, ośrodki wypoczynkowe. Okazało się, że to nie proletariat, ale elita polityczna skupiona w aparacie partyjnym i państwowym była klasą panującą.

      2. Inteligencja pracująca, również uzależniona od władzy, o dość dobrym statusie materialnym (z wyjątkiem nauczycieli, urzędników i inżynierów, którzy mieli niewysoki, ale stabilny status).

      3. Robotnicy – z wyróżnieniem górników i robotników zatrudnionych w przemyśle ciężkim, którzy cieszyli się wyjątkowym statusem, mając wyższe wynagrodzenia, przywileje (wczasy niedostępne dla innych grup). Zaliczamy do tej grupy również pracowników PGR-ów.

      4. Rolnicy indywidualni – zarówno ci utrzymujący się wyłącznie z pracy na własnej ziemi, ja ki dojeżdżający do zakładów pracy i uprawiający przy tym niewielkie gospodarstwa rolne (częsta sytuacja, w związku z bardzo rozdrobnionymi ziemiami, których uprawa nie dawała szans na godne życie dzięki nim).

      5. Tzw. Prywatna inicjatywa – właściciele małych zakładów produkcyjnych i osoby przez nich zatrudniane, rzemieślnicy. Mieli niekiedy szanse na wysokie dochody, ale ,,bombardowani” byli co rusz przez starające się ograniczyć prywatne inicjatywy państwo, co objawiało się m.in. wysokim stopniem biurokracji, mnóstwem przepisów, do których należało się stosować, uprzywilejowaniem zakładów państwowych.

       

      Do 1 stycznia 1972 roku (z małą przerwą w latach 1946-1951) chłopi zobowiązani byli do obowiązkowych dostaw, mimo iż PKWN już w swoim manifeście zobowiązało się do zniesienia tego obowiązku. Jak pokazało wielokroć życie, były to tylko puste słowa, mające przysporzyć komunistom popularności. Do 1956 roku wysokość dostaw była ze względu na swoją wysokość bardzo uciążliwa dla niebogatych przecież chłopów, jednakże po wydarzeniach październikowych tego roku zniesiono obowiązkowe dostawy mleka i obniżono dostawy pozostałych produktów.

      Już pierwsze w dziejach powojennego państwa polskiego głosowanie ludowe (referendum, zawierające trzy pytania dotyczące kwestii ustrojowo gospodarczych) pokazało, iż władza zaprowadza tylko imitację demokracji, kompletnie tak naprawdę nie licząc się z prawdziwą opinią społeczeństwa, manipulując dowolnie (na własną korzyść) wynikami (podano do publicznej wiadomości, że na wszystkie trzy pytania zdecydowaną większością społeczeństwo odpowiedziało ,,tak”, gdy tymczasem rzeczywiste – zafałszowane później -  wyniki zgadzały się z tą wersją tylko w przypadku jednego – trzeciego – pytania).

      Już przy okazji tego referendum zaobserwować można było, jaką wagę władza państwowa przypisywała wszechobecnej propagandzie: napisy zachęcające do głosowania zgodnego z koncepcją komunistów, tj. 3 x tak były, można by rzecz, praktycznie wszędzie.

      19 stycznia 1947 – wybory, sfałszowane, presja, terror nawet.

      W związku z przyspieszoną industrializacją kraju i nastawieniem go na przemysł ciężki (Plan Odbudowy Gospodarczej: 1947-1949,” Sześcioletni plan rozwoju gospodarczego i budowy podstaw socjalizmu na lata 1950-55”), wielu Polaków skierowanych zostało siłą rzeczy w kierunku tej dziedziny gospodarki i przenosiło się do miast, za czym nie nadążało budownictwo mieszkaniowe. Borykano się z problemem słabej wydajności pracy, której nie starano się zwiększyć najbardziej wyczekiwanym bodźcem – zwiększeniem pensji. I w tej kwestii (wydajności) odwoływano się raczej do narzędzi propagandowych (zachęty do przodownictwa pracy w budowie socjalizmu) czy kontroli policyjnej. Z tego okresu wywodzi się pokolenie ZTP-owskie, które później było najmocniej związane z PRL-em. Robotników często awansowano na kierowników, mimo braków w wykształceniu. Wiązano jednak w ten sposób ludzi z systemem, pokazywano, że tak właśnie równość będzie wyglądała. To nic, że niekompetentny pracownik nie przyczyniał się do niczego dobrego..

      W 1948 roku przystąpiono do ,,zachęcania” chłopów do kolektywizacji, do tworzenia spółdzielni, walczono z ,kułactwem”. Wobec opornych chłopów stosowano naciski i szykany. Okazało się jednak w praktyce, że spółdzielnie nie spełniają swego zadania, nie przyczyniają się do żadnego dobrobytu (a wręcz produkcja rolna – a wraz z nią dobrobyt – jeżeli można w ogóle posługiwać się takim pojęciem w tym kontekście – kontekście wsi - spadły), będąc tworami nad wyraz nieefektywnymi,  przez co w 1956 roku odstąpiono od tej drogi.

      W procesie kształtowania społeczeństwa, jak można się spodziewać, dużą rolę odegrać miała oświata, wykorzystująca odpowiednio przygotowane programy, zawierające także elementy państwowej propagandy. Dobierano odpowiednie grono nauczycielskie, akceptujące marksizm.

      Społeczeństwo polskie zaczęło ożywiać się, domagając się solidarnie zmian, negując zaprowadzone ,,porządki”, dopiero w 1956 roku. Wpływ na ten ,,bunt” miała w dużej mierze prasa, w której po odwilży zaczęły się pojawiać pierwsze krytyki.

      Nadzieję na zmianę w podejściu władz zamknął premier Józef Cyrankiewicz, mówiąc:

      ,,Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że my tę rękę władza odrąbie w interesie klasy robotniczej, w interesie chłopstwa pracującego i inteligencji”.

      Społeczeństwo jednak nie zamilkło. Tłumy wzięły udział we mszy świętej na Jasnej Górze, gdzie też w sposób symboliczny – poprzez wystawienie pustego fotela – zwrócono uwagę na brak więzionego od 1953 roku Prymasa Polski Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Zaczęły powstawać pierwsze rady robotnicze, będące swego rodzaju ,,samorządem” w zakładach pracy. Rady miały też jednak postulaty polityczne: żądały przemian, zwiększenia demokracji itp. W partii pod presją społeczną dokonały się zmiany – Władysław Gomułka został wybrany na I-ego sekretarza KC PZPR, zgodnie z postulatami społeczeństwa, które właśnie w Gomułce (wcześniej, przez pewien okres,  persona non-grata dla komunistów) widziało osobę/przywódcę, który będzie prawdziwym reprezentantem woli ludu, który zrealizuje postulaty.

      Początkowo perspektywy rysowały się dobrze. Złagodzono policyjną kontrolę społeczeństwa oraz represje za przestępstwa polityczne (wielu więźniów politycznych – w tym Prymasa Polski – wypuszczono na wolność), przestały zapadać wyroki śmierci za działalność antypaństwową, w miejsce znienawidzonego UB powołano Służbę Bezpieczeństwa, włączoną w struktury Milicji Obywatelskiej. Złagodniała cenzura. Na krótko pozwolono na rozwój sektora prywatnego w gospodarce. Jak już wspomniałem – wszystkie wymienione wyżej zmiany obowiązywały tylko przez moment w historii. Już w niedługim czasie po październiku ’56 roku wprowadzono restrykcyjne przepisy podatkowe oraz zamrożono wydawanie koncesji, uderzając przede wszystkim w prywatne sklepy. W społeczeństwie zaczęły się zacierać zasady funkcjonowania gospodarki wolnorynkowej. Zapominano o takich zasadach, jak terminowość, przykładanie się do pracy, zaangażowanie. Pojawiła się nowa zasada: ,,Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”. Próba upowszechnienia tzw. Moralności socjalistycznej spełzła na niczym, pracownicy w większości nie czuli się współwłaścicielami, co nie przeszkadzało im jednak w przyzwyczajaniu się do socjalnych zabezpieczeń. Co typowe dla totalitaryzmu, zaczęło dochodzić do głosu zjawisko dwójmyślenia: co innego myślano w sferze prywatnej (np. słuchano Radia Wolna Europa), a o co innego pokazywano w sferze publicznej (uczestnictwo w marszach, pochodach, bierna akceptacja porządku).

      Na progu lat 60-tych zaczęły pojawiać się, w związku ze złą polityką władz, problemy z zaopatrzeniem w żywność, które osiągały coraz większe rozmiary, a dodatkowo podwyższano ceny na te towary, co prowokowało krytyczne komentarze, m.in. w związku z upodobaniem elit do życia w luksusie.  Komentarze te głoszone były najczęściej w środowiskach młodych, wykształconych (bądź kształcących się)  ludzi, którzy wykazywali się największą odwagą cywilną, często przypłacając to więzieniem. Nie bali się nazwać ustroju totalitarnym, poruszać kontrowersyjnych tematów, łamać tabu  (organizacja ,,Ruch”, środowisko ,,komandosów”). Młodzież zaczęła się integrować wokół tych postaw.

      W roku 1964 Prezes Związku Literatów Polskich Antoni Słonimski przekazał Cyrankiewiczowi ,,List 34” – apel intelektualistów, którzy żądali zmian w polityce kulturalnej państwa, w szczególności – złagodzenia cenzury i zniesienia przydziału papieru na druk książek i czasopism.

      Właśnie wspomniane środowisko studenckie skupione wokół ,,komandosów” i Uniwersytetu Warszawskiego było źródłem tzw. Wydarzeń marcowych z 1968 roku, postanawiając stanąć w obronie swobód demokratycznych i wolności sztuki. Państwo kolejny raz planowało ukrócić wystąpienie poprzez aresztowania  tłumienie buntów, oskarżenie o nie wrogiego zachodu, syjonistów, imperialistów, represje. Do demonstracji włączyły się także inne ośrodki akademickie, jednak także zostały spacyfikowane, a później padły ofiarą ,,czystek”.

      W grudniu 1970 roku kolejny raz podniósł się bunt, tym razem wśród początkowo pracowników Stoczni Gdańskiej, z powodu drastycznej, nieuzgadnianej i niespodziewanej podwyżki cen. W Gdańsku wprowadzono stan wyjątkowy i godzinę policyjną, używano broni palnej przeciwko protestującym, posłużono się też podstępem. Zginęło 18 osób. Zamieszki przeniosły się też na inne miasta w Polsce, kryzys miał charakter ogólnokrajowy, choć jeszcze nie tak zdecydowany i zorganizowany, jak w przyszłości. Żądania społeczeństwa dotyczyły socjalistycznie pojmowanej równości społecznej (spłaszczenia płac, równomiernej dystrybucji towarów), zła nie upatrywano w samym systemie, lecz raczej w reprezentujących go przywódcach, co było przekonaniem nie do końca odpowiadającym rzeczywistości; ludzie jednak nie byli świadomi (efekt propagandy) że sam system może być przyczyną, myśleli nie o jego zmianie, co najwyżej o jakichś reformach w jego zakresie, szczególnie dotyczących  częściowej przynajmniej demokratyzacji. Demonstracje i niezadowolenie społeczeństwa miały realny wpływ na partię – nowym przywódcą został Edward Gierek, wymieniono część aktywu partyjnego,  zapowiedziano podwyżki płac, złagodzenie cenzury, zwrócono się też z prośbą o zaufanie i pomoc:

      - ,,No więc jak, pomożecie?” – Edward Gierek

      - ,,Pomożemy!” – większość zebranych na sali.

      Społeczeństwo zostało natchnięte kolejną falą optymizmu, skoro zapowiadano ,,rozwijać kraj, umacniać socjalizm, poprawiać warunki życia i pracy ludzi”, zabiegając o zaufanie społeczne. Powtórzyła się sytuacja z pokładaniem nadziei z okresu obejmowania władzy przez Gomułkę. Gierek podjął szereg decyzji, które spotkały się z aprobatą społeczeństwa – zamroził ceny towarów żywnościowych, zasygnalizował zmianę polityki względem Kościoła katolickiego, ogłosił decyzję o odbudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, podniósł ceny skupu mięsa i mleka, przyspieszył tempo budowy mieszkań (brak mieszkań był jedną z głównych bolączek ,,okresu schyłkowego Gomułki”). Dokonał zmiany systemu szkolnictwa, bynajmniej nie rezygnując z prób ugruntowania światopoglądu socjalistycznego wśród młodzieży, co już z wielką aprobatą społeczeństwa się nie spotkało. Gierek starał się pokazywać, iż jest blisko ludzi, odwiedzając kolejne zakłady pracy, wyolbrzymiając sukcesy i osiągnięcia, mocno angażując do tego środki masowego przekazu, wykorzystując też przypadające na ten okres sukcesy polskich sportowców. Prezentowano obraz Polski daleko odbiegający od rzeczywistości.

      Jednocześnie rozpoczęto rozbudowę aparatu przemocy, nowelizacja w kodeksie karnym dawała możliwość skazywania obywateli bez wyroków sądowych, a w 1976 roku sejm przyjął poprawki do konstytucji, wprowadzając zapis o przewodniej roli PZPR i przyjaźni z ZSRR.

      W drugiej połowie opozycja znów zaczęła się jednoczyć i zabierać głos, w związku ze znowu trudną sytuacją robotników i ich protestami (które przyniosły skutek – odwołano podwyżkę żywności),  a później z oczywiście ich represjonowaniem. Powstał Komitet Obrony Robotników, który podjął próbę rozciągnięcia swej działalności na nowe środowiska społeczne. Rozwinięto tzw. ,,drugi obieg”, starając się informować o represjach i nadużyciach władzy, inicjatywach opozycji, analizach faktycznej sytuacji w państwie, drukując też utwory literackie zakazane przez cenzurę. Przełamano państwowy monopol w dziedzinie informacji. Starano się uczynić to (przełamać monopol) także w dziedzinie szkolnictwa, organizując m.in. cykle wykładów wybitnych przedstawicieli niezależnych środowisk intelektualnych. Pod koniec lat 70-tych nastroje społeczne znów uległy pogorszeniu, co spowodowane było coraz bardziej widocznym niepowodzeniem polityki prowadzonej przez Edwarda Gierka, w której wielką rolę odgrywały pożyczki z zagranicy (umowy na które zawierany były na coraz gorszych warunkach), a która wiązała się z coraz większym brakiem towarów (brak było dosłownie wszystkiego) i zagrożeniem całkowitego załamania gospodarki. Znów niezbędne okazywały się podwyżki żywności i znów to one stały się katalizatorem buntu społeczeństwa.

      Podwyżkę ogłoszono 1 lipca 1980 roku i żeby uchronić się przed strajkami, na polu płacowym rząd ,,szedł” na ustępstwa. W perspektywie długofalowej okazało się to dla tego rządu zabójcze: ustępstwa utwierdzały przekonanie, że strajki są skutecznym elementem egzekwowania swych postulatów. W efekcie jeszcze w lipcu fala strajków ogarnęła cały kraj i coraz to nowe grupy mogły obwieszczać sukcesy na polu strajkowym. Najpoważniejszą inicjatywą okazał się strajk okupacyjny w gdańskiej Stoczni im. Lenina, albowiem władze nie chciały zgodzić się na wszystkie żądania stoczniowców. Domagano się utworzenia niezależnych związków zawodowych, przedstawiono też 20 innych postulatów, a poparcia, podobnie jak w roku 1970, udzielać zaczęły kolejne regiony Polski. W związku z tym państwo po przeciągających się negocjacjach podpisało porozumienie sierpniowe, gwarantując: prawo do samorządnych związków zawodowych, prawo do strajku, ograniczenie cenzury, stopniową podwyżkę płac, wolne soboty, wprowadzenie kartek na żywność, zapewniając też o przeprowadzenie w najbliższym czasie reformy gospodarczej.

      W okresie od sierpnia 1980 do grudnia 1981 "Solidarność" ze związku zawodowego przerodziła się w masowy ruch o charakterze społeczno-niepodległościowym. W szczytowym okresie do "S" należało 10 mln Polaków.

      Kolejny raz jednak państwo zamierzało uchylić się od obietnic, jednak groźba strajku wciąż wisiała nad państwem, w związku z czym ponownie doszło do zmiany na czele partii, I sekretarzem został początkowo Stanisław Kania, a następnie Wojciech Jaruzelski, który nasilił akcje prowokacyjne w celu rozbicia ,,Solidarności”. Mimo tego kraj w dalszym ciągu po równi pochyłej zmierzał ku upadkowi gospodarczemu. Brakować zaczęło nawet benzyny, w związku z czym przed stacjami paliwowymi tworzyły się gigantyczne kolejki oczekujących na benzynę. Wprowadzono ścisłe reglamentacje kartkowe na mięso, wędlinę, mąkę, ryż, kaszę  i in. Kolejki stały się symbolem tego okresu, nieodłącznym elementem rzeczywistości, powstała nawet ,,instytucja” stacza w kolejce. Ówczesna sytuacja sprowokowała Ernesta Bryla do  napisania utworu, którego fragment przytaczam:

      ,, − Za czym kolejka ta stoi? − Po szarość...  − Na co w kolejce tej czekasz? − Na starość... − Co kupisz, gdy dociśniesz się wreszcie? Zmęczenie... − Co przyniesiesz do domu? − Kamienne zwątpienie..”

      13 grudnia 1981 roku Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego, który wiązał się z:

      - zakazem działalności organizacji,

      - godziną milicyjną,

      - brakiem swobody poruszania się,

      - zakazem manifestacji,

      - podsłuchiwaniem rozmów telefonicznych, wzmożoną kontrolą listów,

      - ponownym zaostrzeniem cenzury,

      - internowaniem wielu działaczy związkowych i politycznych.

      Krwawo tłumiono protesty (masakra w kopalni ,,Wujek”), z związku z czym i z powyższymi ,,Solidarność” przeszła do pracy w podziemiu. Jednym z symboli podziemnej walki stały się malowane na murach hasła i znaki, druk potajemnie kolportowanych pism i ulotek, nadawanie (przede wszystkim w Warszawie) krótkich audycji podziemnego radia, prowadzenie tajnego nauczania. Po otrząśnięciu się z szoku, jakim było wprowadzenie stanu wojennego, społeczeństwo zaczęło manifestować swój opór, np. poprzez wychodzenie na spacer w porze nadawania propagandowego i kłamliwego ,,Dziennika Telewizyjnego” czy też poprzez prowadzenie tzw. Wojny kwiatowej, tj. układanie w miejscach publicznych krzyży z kwiatów. Sławna stała się Pomarańczowa Alternatywa, organizująca ośmieszające system,  partię i absurdy dnia codziennego happeningi oraz inne niekonwencjonalne działania artystyczne, głównie we Wrocławiu.

      Szerzona przez państwo propaganda przestała być skuteczna, środki państwowego przekazu cieszyły się coraz mniejszym zaufaniem. W sferze socjalnej system, który niegdyś umożliwiał wybicie się, o ile zadeklarowało się mu wierność, teraz stał się przeszkodą w rozwoju, a poparcie dla niego osiągało śladowe ilości.

      Wkrótce partia przystąpiła do rozmów z opozycją, których głównym elementem stały się obrady Okrągłego Stołu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 20:33
    • Święta.

      Święta święta dzyń dzyń dzyń sprzedam tanio dobrze solidnie święta święta święta!

       

      Karp na stół, siano na stół, talerze  na stół i widelce.

      I mordu narzędzia, i noże naostrzone.

      Zaostrzone, ostre, bo może będzie okazja

      Rzucić się komuś, wydrzeć mu karpia z gardła.

      Może będzie okazja

      Z kimś nie dojść do porozumienia.

      Tym razem nie.

      To nie wszystko z rzeczy na stole,

      Stole usłanym obrusem, serwetkami, białym, zielonym, świątecznym.

      Za-wa-lo-nym.

      Zjedz jeszcze to i tamto jeszcze może.

      Nie bój się, dobrze przyrządzone, tłuszcz niskotłuszczowy i niekaloryczny.

      Skórka apetyczna i chrupiąca.

      Jedz.

      Nie będę, zołzo jedna.

      Nie będę, zołzy jedne.

      Zołzo? Tak się wyrażasz? A może brak ci czegoś, czegoś tu nie ma? Po coś się narodził?

      Nikt się nie dowie, bo nóż leżał i utkwił w oku przemawiającej.

      Zakrztusiła się spływającą krwią,

      Umarła.

      Wigilia.

      Wigilów uczta.

      I decemwirów spotkanie.

      Ustalmy życzenia.

      Na życie całe, moje i twoje.

      Przejdźmy od szczęścia do miłości.

      Zaznaczmy, że w lepszym roku

      Niż stary.

      Pomyślmy, powiedzmy, o sylwestrze, że tym razem tu, nie tam, choć tam taniej,

      I nie na zewnątrz, lecz w środku.

      Nie-po-boż-nie.

      Ktoś szepnął, zawstydził się – niepotrzebnie – i tak już bez oka.

      Tym razem nie zakrztusił się.

      Zawał, po prostu.

      Na zawalonym stole zawału ofiara.

      I braku oka, zołza stara.

      Wizje te chorymi wcale przecież nie są.

       

      Wizje te skasować!

      Nie!

      Przeczą..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 20:28
    • Nie potrafię bez Ciebie.

      Nie potrafię bez Ciebie.

      Chociaż przecież rzymskie prawo,

      A my żyjemy w XXI wieku.

       

      Nie potrafię bez Ciebie.

      To tak jak bez czoła:

      Choćbym coś w głowie miał,

      Bez czoła nie podołam.

       

      Nie potrafię bez Ciebie.

      Choćbyś była cyklonem,

      Tego właśnie potrzebuję.

       

      Wszystko się wzmaga, świat się przemienia.

      Nadlatuje motyl, zakwitły tuberozy,

      Obieramy pomarańcze i mandarynki.

      A Ty lśnisz, Diamencie.

       

      Zanim nadejdzie czas na mnie

      Zalśnisz jeszcze miliony razy.

      Nie potrafisz się od tego uwolnić.

      To Ty lśnisz, To Twoja natura.

       

      Ćmy lgną do żarówki

      Nawet w mym zakurzonym żyrandolu.

      Dzieci gonią za świetlikami,

      Więc w końcu jestem – dzieckiem.

       

      Nie miałem uśmiechu

      Przez lata całe – ile, nie pomnę.

      Wargi wzajemnie się przyciągały,

      Nie miałem szczęki górnej i dolnej.

      Choć nie zawsze chciałem:

      Grymas smutku i niezadowolenia.

       

      Siedziałaś wtedy odosobniona, od wszystkich.

      Stanąłem za kolumną, by Ci nie przeszkadzać.

       

      Byłaś w świecie Chopina,

      Nie chciałem Ci przeszkadzać.

       

      --------------------------------------------------------------

      Moje serce składało się kiedyś z dwóch połówek.

      Miarowo biły, zgodne i komplementarne.

       

      Byłem słaby, czasami mniej miarowo biły połówki.

       

      Poczułem, że nie utrzymam jednej połówki,

      A wtedy pod drzwiami,

      Gdy tak zupełnym przypadkiem,

      A znasz już istotę przypadku,

      Delikatnym ruchem ręki

      I ustami swymi

      Wyciągnęłaś ze mnie jedną

      Połówkę mego bytu.

       

      Nie przejęłaś się tym,

      Że przecież pod skórą

      I pod żebrami.

       

      Żebra się wygięły,

      Ciało spopieliło.

      Być może tak było.

       

      Nie wiedziałaś, co czynisz,

      I że to na długo

      Przylgnie do Ciebie,

      Choć przecież nieopatrznie.

       

      Jeden ruch ręki za dużo,

      Jedno słowo za wiele.

       

      Uśmiech delikatny,

      W delikatnym ciele,

      Były silniejsze nad wszystko.

       

      Przepadnij, o rzeczywistości biedna!

      Jesteś nieważna, gdy wspomnieniem

      Ten gest, ten moment

      Gdy część mnie

      Przeniosła się w Twoje sąsiedztwo.

       

      Wzdrygałaś się; dziś zdałem sobie sprawę:

      Zaczynała wtedy szybciej bić

      Połówka, którą skradłaś;

      Gdy czuła obecność drugiej.

       

      Mówiłaś o czipie.

      To ja mam swój radar w Tobie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mpgpl
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 grudnia 2010 20:27